Film

Dom zły

Recenzja filmu: "Dom zły"

"Dom zły": Marian Dziędziel (pan Dziabas, bimbrownik) materiały prasowe
Ostateczne zohydzenie peerelowskiej rzeczywistości i dotknięcie inferna stanu wojennego
Plakat do filmu 'Dom zły'materiały prasowe Plakat do filmu "Dom zły"
'Dom zły': na zdjęciu Kinga Preis (Dziabasowa) i Arkadiusz Jakubik odtwarzający rolę Środoniamateriały prasowe "Dom zły": na zdjęciu Kinga Preis (Dziabasowa) i Arkadiusz Jakubik odtwarzający rolę Środonia
'Dom zły': porucznik Mróz (grany przez Bartłomieja Topę) stoi i pali na mroziemateriały prasowe "Dom zły": porucznik Mróz (grany przez Bartłomieja Topę) stoi i pali na mrozie
Na zdjęciu reżyser, Wojciech SmarzowskiWojciech Druszcz / Reporter/Polityka Na zdjęciu reżyser, Wojciech Smarzowski

Ostateczne zohydzenie peerelowskiej rzeczywistości i dotknięcie inferna stanu wojennego – tak chyba w wielkim skrócie można nazwać intencję przyświecającą reżyserowi Wojciechowi Smarzowskiemu w „Domu złym”.

Oglądamy koszmar, który stopniowo zamienia się w zgrozę, potem w jeszcze większy koszmar, by w scenie finałowej osiągnąć wymiar absurdu niepodobny do niczego, co w polskim kinie kiedykolwiek pokazywano.

Film składa się z dwóch nakładających się na siebie kryminalnych wątków. W czasie teraźniejszym milicyjna grupa śledcza z podejrzliwym porucznikiem na czele (Bartłomiej Topa) przeprowadza wizję lokalną w zrujnowanym wiejskim obejściu położonym gdzieś na wyludnionych bieszczadzkich polach. Chodzi o udowodnienie winy byłemu zootechnikowi (Arkadiusz Jakubik), który rzekomo 4 lata wcześniej wykazał się szczególnym okrucieństwem i zamordował gospodarzy. Mróz jest siarczysty, bez gorzały nawet prokurator nie jest w stanie trzeźwo myśleć.

Sprawa wydaje się na tyle oczywista, że do wersji oskarżonego, ukazanej w formie ponurych retrospekcji, mało kto przywiązuje wagę. Co więcej, mimo pozorów uczciwego dochodzenia, dość szybko wychodzi na jaw, że prawdy nikt tu nie chce dociec, gra bowiem toczy się o zupełnie inną stawkę. Każdy z antybohaterów zdaje się być uwikłany w jakąś przestępczo-obyczajową aferę, potrzebny jest tylko kozioł ofiarny, który to monstrualne bagno pozwoli zatuszować.

Narzucające się porównanie z „Fargo” braci Coen (z subtelnym dodatkiem breughlowskiej ikonografii) trafnie oddaje reżyserski zamysł. Z pijacko-surrealistyczno-naturalistycznych sytuacji, koncertowo zagranych przez cały zespół aktorski, wyłania się krystalicznie czysty obraz peerelowskiej paranoi. Świetne antidotum na nostalgię za socjalizmem. 

*** 

O reżyserze 

Wojciech Smarzowski urodził się w 1963 r. w Korczynej. Do zawodu przygotował się zarówno teoretycznie (jest absolwentem filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim), jak i praktycznie (ukończył Wydział Operatorski w łódzkiej filmówce). Zaczynał od kręcenia poetyckich teledysków dla zespołu Myslovitz. Jest też autorem scenariusza do wyreżyserowanego przez Bogusława Lindę „Sezonu na leszcza”.

W fabule zadebiutował średniometrażową „Małżowiną” z poetą Marcinem Świetlickim w roli głównej. Zrealizowana dla Teatru Telewizji „Kuracja” Jacka Głębskiego, historia psychiatry, który, chcąc lepiej poznać świat chorych psychicznie, zamyka się w szpitalu, zdobyła Grand Prix na festiwalu Dwa Teatry w Sopocie. „Wesele”, jego pierwszy pełnometrażowy film fabularny, zostało wyróżnione Nagrodą Specjalną Jury na festiwalu w Gdyni. „Katharsis zaserwowana z impetem”, „gniewny i bolesny portret polskiego społeczeństwa po transformacji” – pisali zachwyceni krytycy.

***

Rozmowa z Wojciechem Smarzowskim 

"Nie wiem, mnie rzeczywiście najbardziej interesuje współczesność. Oczekuję od kina prowokacji intelektualnej i emocjonalnej. Do niedawna sądziłem, że wystarczy jedno lub drugie, teraz wiem, że trzeba atakować równolegle" - mówił w 2004 roku Wojciech Smarzowski w wywiadzie udzielonym Zdzisławowi Pietrasikowi, tuż po otrzymaniu Paszportu "Polityki" w kategorii film.

"Reżyser musi być odpornym zawodnikiem. Nie może się łatwo załamywać. Nie udał się jeden projekt, to pisze (walczy o) następny scenariusz, a potem kolejny. Ale miałem i mam taką – być może naiwną – wiarę, że jeżeli scenariusz jest naprawdę dobry, to prędzej czy później doczeka się realizacji. Kiedy się ma na siebie pomysł i kiedy się postępuje konsekwentnie, wtedy jest łatwiej..." PRZECZYTAJ CAŁY WYWIAD »  

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Seks bez zobowiązań: tylko dla dorosłych. Czy skłonność do „znajomości na raz” będzie rosnąć?

Do Polek i Polaków dociera, że można chodzić ze sobą do łóżka bez zobowiązań, bez stresu, dla chwili przyjemności. Zdaniem specjalistów takie podejście bywa niezwykle korzystne. Pod warunkiem że jest autentyczne (i pod kilkoma innymi).

Joanna Cieśla
19.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną