Film

Harry Brown

Recenzja filmu: "Harry Brown", reż. Daniel Barber

Materiały promocyjne
Utrzymany w konwencji zaangażowanego thrillera społecznego debiut Daniela Barbera do udanych nie należy.

Przestępczość nieletnich, narkomania, prostytucja to ulubiony obszar twórczych peregrynacji brytyjskich filmowców. Dzięki trzymającym wysoki poziom artystyczny produkcjom Kena Loacha i Mike’a Leigha słusznie uchodzą oni w tej dziedzinie za mistrzów. Niestety, utrzymany w konwencji zaangażowanego thrillera społecznego debiut Daniela Barbera „Harry Brown” do udanych nie należy.

Mimo nie najgorszej kreacji Michaela Caine’a i ciekawych, psychologizujących zdjęć Martina Ruhe, widowisku przeszkadza natrętna publicystyczna teza. Dramaturgii zaś schemat, wykorzystujący westernowe wzory do powiedzenia banałów na temat braku praworządności w suburbiach. Caine gra emerytowanego żołnierza marines, któremu umiera żona, a zaraz potem uliczny gang nastolatków zabija jedynego przyjaciela.

Rozwydrzeni przestępcy wciągają herę, urządzają uliczne strzelaniny, zabijają matki samotnie wychowujące dzieci i czują się królami życia. A subtelnie działająca policja jest ślepa i bezradna. Cierpiącemu na rozedmę płuc staruszkowi nie pozostaje więc nic innego, jak dobrze znana i sprawdzona w kinie rola mściciela.

W początkowych sekwencjach reżyser stara się jeszcze zachować pozory jakiegoś poważniejszego dramatu, im dalej w las, tym bardziej jednak wychodzi na jaw komiksowa maniera. Szkoda.

 

Polityka 3.2010 (2739) z dnia 16.01.2010; Kultura; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Harry Brown"
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną