Recenzja filmu DVD: "The Hurt Locker. W pułapce wojny", reż. Kathryn Bigelow

The Hurt Locker. W pułapce wojny
W Stanach pisano, że to najlepszy film o wojnie w Iraku.

To niecodzienna sytuacja: oto film mający aż dziewięć nominacji do Oscara (tyle samo co „Avatar”!) nie trafia do dystrybucji kinowej, lecz od razu na płyty DVD. Być może dystrybutor obawiał się, iż polska publiczność nie jest zainteresowana amerykańską wojną w Iraku. Trochę szkoda, gdyż na dużym ekranie dzieło Kathryn Bigelow (nominacja za reżyserię) zapewne robiłoby jeszcze większe wrażenie.

„The Hurt Locker. W pułapce wojny” to film o wojnie, ale niepodobny do klasycznych filmów wojennych (nie bez znaczenia jest też fakt, że zrobiła go kobieta). Chwilami można odnieść wrażenie, że oglądamy w bliskich planach rutynowe manewry saperów ćwiczących rozbrajanie min w terenie zabudowanym. W dodatku z udziałem publiczności, która śledzi przebiegający w ciszy i wielkim skupieniu spektakl z balkonów i ulicznych barków. Spokój jest jednak pozorny, nigdy nie wiadomo bowiem, kto w tłumie gapiów jest biernym widzem, a kto rebeliantem szykującym się do odpalenia bomby, np. za pomocą telefonu komórkowego. O samej wojnie film mówi niewiele. Wiadomo tylko, że akcja toczy się w Bagdadzie, nawet czas nie jest dokładnie określony. Wiemy jedynie, ile dni pozostało grupie saperów do powrotu do domu: kiedy zaczyna się film, tylko 40, a może aż 40. Każdy może być ostatnim.

Już w pierwszej akcji, którą obserwujemy, ginie dowódca grupy, a jego miejsce zajmuje sierżant James (Jeremy Renner, też z szansami na Oscara), prawdziwy wyczynowiec wśród saperów, chwalący się rekordową liczbą rozbrojonych bomb. Teraz ma szansę wynik poprawić, więc natychmiast przystępuje do dzieła. Ryzykuje, jakby igranie ze śmiercią stało się nałogiem, od którego nie potrafi się już uwolnić. („Wojna to narkotyk” – brzmi motto filmu). Sierżant James nie jest jednak herosem w stylu Rambo, który wygrywał dla Ameryki przegraną wojnę w Wietnamie. To człowiek wewnętrznie wypalony i choć operuje po stronie zwycięzców – sam też jest ofiarą.

W Stanach pisano, że to najlepszy film o wojnie w Iraku. Może w ogóle jeden z najlepszych współczesnych filmów o wojnie?

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną