Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Destrukcyjny seks

Recenzja filmu: "Kobieta, która pragnęła mężczyzny", reż. Per Fly

Marcin Dorociński i Sonja Richter jako kobieta, która go pragnęła Marcin Dorociński i Sonja Richter jako kobieta, która go pragnęła Gutek Film / materiały prasowe
Oniryczny film Flya balansuje na granicy przywidzenia i twardego realizmu. Stawia pytania o granicę ślepej namiętności.

Gościnny występ Marcina Dorocińskiego w dramacie erotycznym duńskiego reżysera Pera Flya „Kobieta, która pragnęła mężczyzny” z pewnością nie należał do łatwych. Polak gra w nim człowieka bez zasad, prodziekana SGH, notorycznego podrywacza, który rani i nie potrafi głęboko kochać. Mało mówi na ekranie, pozostaje wycofany, nie zdradza prawdziwych intencji postaci, w którą się wciela. Jest obiektem pożądania bohaterki (Sonja Richter), szaleńczo i obsesyjnie w nim zakochanej artystki, fotografki mody, widzącej w nim kogoś lepszego, niż się zdaje. Spotyka go w paryskim hotelu, najpierw jednak jej się śni, co rodzi niecodzienną relację i wielkie oczekiwania.

Oniryczny film Flya balansuje na granicy przywidzenia i twardego realizmu. Stawia pytania o granicę ślepej namiętności, która rujnuje życie kobiecie zdecydowanie bardziej zaangażowanej w romans. Fly wkracza na terytorium doskonale przez filmowców opisane („Imperium zmysłów”, „Intymność”). Ma na to ciekawy pomysł, choć nie do końca radzi sobie z pogłębieniem psychologicznego rysunku. Chłodna, zdystansowana temperatura scen łóżkowych nie tłumaczy szaleństwa kobiety zatracającej się w rozkoszy, nad którą nie potrafi zapanować. Zamiast skandalu obyczajowego jest wystudzona, miejscami sztuczna opowieść o tęsknocie, której zaspokoić się nie da.

Kobieta, która pragnęła mężczyzny, reż. Per Fly, prod. Dania, Czechy, Francja, Polska, 100 min

Polityka 25.2011 (2812) z dnia 14.06.2011; Afisz. Premiery; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Destrukcyjny seks"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną