Film

Ruchomy pomnik

Recenzja filmu: "Holy motor", reż. Leos Carax

Eva Mendes i Denis Lavant. Eva Mendes i Denis Lavant. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty / materiały prasowe
Gdyby stworzyć osobną kategorię filmów dziwolągów, których wartość mierzy się liczbą tzw. numerów, a nie ciężarem psychologicznej opowieści, „Holy motors” Francuza Leosa Caraxa plasowałby się w ścisłej czołówce.

To imponująco odważny, elektryzujący eksperyment formalny, zlepiony z cytatów, odnośników, nawiązań do ponadstuletniej historii kina. Swoją miłość do ruchomych obrazów Carax wyraża poprzez serię zapętlających się epizodów, poświęconych odgrywaniu rozpalających wyobraźnię, ale też kiczowatych, zawsze jednak emocjonujących ról. Przykładowo: żebraka błagającego o jałmużnę, monstrum porywającego piękną kobietę, starca żegnającego się z życiem na łożu śmierci, niewinnie ściganej ofiary, zawodowego zabójcy, rewolucjonisty itd. Wszystkie te maski zakłada po kolei jeden człowiek – grany przez Denisa Lavanta multimilioner, który żegna się rano z familią, wsiada do białej limuzyny, charakteryzuje na filmowego bohatera i po odegraniu kilku scen wraca wieczorem do siebie, nie do końca będąc pewnym, czy przypadkiem znów nie odgrywa jakiejś roli.

„Holy motors” wydaje się pomnikiem wystawionym aktorstwu, ale chodzi też o coś innego. O namiętną, dziką fascynację sztuką, budzenie narkotycznych emocji, jakich ona dostarcza twórcom i wrażliwym kinomanom.

 

Holy motors, reż. Leos Carax, prod. Francja, 120 min

Polityka 02.2013 (2890) z dnia 08.01.2013; Afisz. Premiery; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Ruchomy pomnik"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną