Film

Dotyk śmierci

Recenzja filmu: "W kręgu miłości", reż. Felix Van Groeningen

Veerle Baetens i Johan Heldenbergh w miłosnym kręgu. Veerle Baetens i Johan Heldenbergh w miłosnym kręgu. Against Gravity / materiały prasowe
Film przypomina wolno snujący się dokument przetykany bluegrassowymi piosenkami.

Pod mało wybrednym tytułem „W kręgu miłości” skrywa się ciekawy eksperyment, zrealizowany przez belgijskiego reżysera Felixa Van Groeningena („Boso, ale na rowerze”). Formalnie film przypomina wolno snujący się dokument przetykany bluegrassowymi piosenkami, wykonywanymi na scenie przez żyjącą w niekonwencjonalnym związku parę bohaterów. Ich dynamicznie zmieniającą się relację emocjonalną poznajemy w ciągu achronologicznych retrospekcji, krążących wokół wspomnień związanych z chorobą nowotworową ich kilkuletniej córki. Aż trudno uwierzyć, że ten zdystansowany, sprawiający wrażenie improwizacji obraz smutku i bólu życia powstał na podstawie klasycznie skonstruowanej sztuki teatralnej. Mimo pozorów narracyjnego nieuporządkowania „W kręgu miłości” wciąga nostalgiczną atmosferą, chwyta za serce i przynosi satysfakcję. Nagrody zebrane na prestiżowych festiwalach (m.in. Berlin, Tribeca) potwierdzają jego klasę.

 

W kręgu miłości, reż. Felix Van Groeningen, prod. Belgia, 110 min

Polityka 35.2013 (2922) z dnia 27.08.2013; Afisz. Premiery; s. 64
Oryginalny tytuł tekstu: "Dotyk śmierci"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną