Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Spaleni jak knot

Recenzja filmu: „Spaleni słońcem: Cytadela”, reż. Nikita Michałkow

Nikita Michałkow w sequelu „Spalonych słońcem”. Nikita Michałkow w sequelu „Spalonych słońcem”. Kino Świat / materiały prasowe
Gargantuiczny rozmach, imitujący patos holly­woodzkich epopei wojennych, ściera się na ekranie z rubaszno-alkoholowym humorem.

Nikita Michałkow, car rosyjskiej kinematografii i bliski przyjaciel prezydenta Putina, popełnił niewybaczalny błąd, kręcąc sequel „Spalonych słońcem”. Arcydzieło z 1995 r. przyniosło mu sławę, Oscara i trwałe miejsce w historii kina. Zarówno „Spaleni słońcem 2”, jak i „Cytadela”, która z opóźnieniem wchodzi na polskie ekrany, tylko go kompromitują. Obie części (razem stanowią nierozerwalną 5,5-godzinną całość) kosztowały w sumie 55 mln dol. i powiedzieć, że nie dorównują pod względem artystycznym pierwowzorowi, to mało. Gargantuiczny rozmach, imitujący patos holly­woodzkich epopei wojennych, ściera się na ekranie z rubaszno-alkoholowym humorem. Ludowa dosadność z cierpką ironią wynoszącą na ołtarze mękę i poświęcenie rosyjskiego żołnierza. Pomysł, aby stalinowską pogardę dla ludzkiego życia unaocznić sceną samobójczego ataku na niemiecką cytadelę karnej kompanii uzbrojonej jedynie w kije, jest przewrotny, surrealistyczny i zmusza do gorzkiej refleksji bardziej niż do śmiechu. Razi jednak metaforyzacja rzeczywistości i nachalne nasycanie filmu patriotyczną symboliką. W tragizmie uwikłanego w historię Kotowa, jego ukochanej córki oraz czekisty reżyser pragnie zobaczyć gehennę nie tyle pojedynczego człowieka, co duszę całej Rosji. A pokazał kicz.

Spaleni słońcem: Cytadela, reż. Nikita Michałkow, prod. Rosja, Niemcy, Francja, 158 min

Polityka 50.2013 (2937) z dnia 10.12.2013; Afisz. Premiery; s. 96
Oryginalny tytuł tekstu: "Spaleni jak knot"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Czego uczy nas pokolenie „zetek”

Łączą nas podobne potrzeby, wystarczy jedynie się wzajemnie wysłuchać – postuluje prof. Tomasz Sobierajski.

Grażyna Morek
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną