Recenzja filmu: "Jezus mnie kocha", reż. Florian David Fitz

Wiara nie jest dla cykorów
Film piętnuje wygodnictwo, materializm, hedonizm współczesnej rodziny.
Jessica Schwarz jako Marie, 30 latka poszukująca szczęścia.
VIVARTO/materiały prasowe

Jessica Schwarz jako Marie, 30 latka poszukująca szczęścia.

Od czasu zjednoczenia formalnie przestało deklarować swoją przynależność do Kościoła katolickiego 3 mln Niemców. Tylko 60 proc. społeczeństwa płaci podatek kościelny, dlatego pewnie takie komedie jak „Jezus mnie kocha” Floriana Davida Fitza cieszą się tam powodzeniem. Film nie jest krytyką religijnego obskurantyzmu, ciemnoty czy wtrącania się kleru w życie polityczne kraju. Piętnuje raczej wygodnictwo, materializm, hedonizm współczesnej rodziny, o ile związek niekochających się ludzi można jeszcze nazwać rodziną. Co by było, gdyby pogubionym, żyjącym w grzechu egoistom zostało zaledwie kilka dni do zapowiadanego w Apokalipsie Sądu Ostatecznego? Złą nowinę obwieszcza we własnej osobie Jezus (mówiący oczywiście po niemiecku), który ze zdumieniem konstatuje niezbyt chrześcijańskie obyczaje rozpanoszone wśród ludzi. Wszędzie sekty, rozwiązłość, pijaństwo. Domy starców. Obrzydliwie bogaci ignorują potrzebujących. Autorzy tej satyry utrzymanej w konwencji telewizyjnej przypowiastki familijnej nie kpią jedynie z tych, co nagle przestali wierzyć. Naiwność stawianych pytań jest rozczulająca, warto jednak doczekać do finału, żeby przekonać się, co na to wszystko Pan Bóg.

Jezus mnie kocha, reż. Florian David Fitz, prod. Niemcy, 97 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną