Recenzja serialu: „Fortitude”, reż. Simon Donald

Krew i biel
Piękne krajobrazy, trzymająca w napięciu akcja i intrygujący bohaterowie.
„Fortitude”, reż. Simon Donald
materiały prasowe

„Fortitude”, reż. Simon Donald

Fortitude to fikcyjne, 700-osobowe miasteczko na Spitsbergenie, otoczone przez biały raj koła podbiegunowego. Broń ma tu każdy, odkąd białe niedźwiedzie się rozmnożyły i stały agresywne, jednak do niedawna Fortitude uchodziło za najbezpieczniejsze miejsce na ziemi. Tak przynajmniej próbuje je sprzedać inwestorom pani burmistrz (grana przez Sofie Gråbøl, pamiętną neurotyczną detektyw z duńskiego „Forbrydelsen”), która zamierza przekształcić górniczo-naukową osadę w luksusowy kurort z hotelem zanurzonym w lodowcu. Tymczasem biały raj zaczyna się zmieniać w krwawe piekło. Giną kolejni naukowcy, na jaw wychodzą nieprzyjemne tajemnice mieszkańców, szeryf, który ma prowadzić śledztwo, zachowuje się jak jeden z podejrzanych, własną grę prowadzi pani burmistrz. Jest jeszcze tajemnicze znalezisko, wygrzebane w topiącym się lodowcu, i groźba epidemii. Do miasta przybywa detektyw z Londynu (Stanley Tucci), łysy Sherlock Holmes w nienagannie skrojonym płaszczu... Piękne krajobrazy, trzymająca w napięciu akcja i intrygujący bohaterowie powodują, że na kolejne odcinki tego brytyjskiego skrzyżowania „Miasteczka Twin Peaks” z „Przystankiem Alaska” i „Fargo” czeka się z niecierpliwością.

Fortitude, Ale Kino+, start emisji: 8 marca, godz. 20.10

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną