Recenzja filmu: „Olive Kitteridge”, reż. Lisa Cholodenko

Okruchy codzienności
Smutny, nieprzygnębiający, wyrazisty, lecz nieprzerysowany obraz przemian mentalności i obyczajów w Ameryce, który warto poznać.
Frances McDormand i Richard Jenkins: tytułowa Olive Kitteridge przy rodzinnym stole.
HBO

Frances McDormand i Richard Jenkins: tytułowa Olive Kitteridge przy rodzinnym stole.

Nie ma czegoś takiego jak zwyczajne życie – motto, niczym z dramatu Antoniego Czechowa, doskonale oddaje klimat czteroodcinkowego serialu „Olive Kitteridge” niedawno emitowanego w płatnej telewizji HBO. Teraz miniserial na podstawie nagrodzonej Pulitzerem powieści Elizabeth Strout ukazuje się na DVD. Ta rozciągnięta na 25 lat nudna z pozoru opowieść o nędznej, małomiasteczkowej codzienności, z której jedyną szansą wyrwania się jest śmierć, stała się przebojem i rewelacją festiwalu w Wenecji. Frances McDormand, pamiętna ciężarna policjantka z „Fargo”, błyszczy i zachwyca w każdej niemal scenie, a całość stwarza wrażenie, jakby została stworzona specjalnie dla niej. Jako oschła, despotyczna matka i dumna ze swojej depresji nauczycielka matematyki w stanie permanentnego kryzysu umiejętnie buduje mikroświat ludzkich lęków i pragnień. Zadziwia psychologiczną prawdą, aktorstwem na najwyższym poziomie. Partnerują jej Richard Jenkins w roli flegmatycznego męża aptekarza oraz doskonały (jak zawsze) Bill Murray. Smutny, nieprzygnębiający, wyrazisty, lecz nieprzerysowany obraz przemian mentalności i obyczajów w Ameryce, który warto poznać.

Olive Kitteridge, reż. Lisa Cholodenko, prod. USA, 231 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną