Recenzja filmu: „Night Moves”, reż. Kelly Reichardt

Ameryka znów się zieleni
Nic szczególnego, poza ujawnieniem głupoty, desperacji i narastającej paranoi naiwnych rewolucjonistów.
„Night Moves”, reż. Kelly Reichardt
May Fly/materiały prasowe

„Night Moves”, reż. Kelly Reichardt

Kiedy hippisi dojrzewali do tego, by „make love” zastąpić hasłem „make war” i przenieść wojnę w Wietnamie do Ameryki, wydawało się to o wiele bardziej szokujące niż obecna, radykalna transformacja bojowo nastawionych ekologów. Thriller „Night Moves” Kelly Reichardt czarno na białym dowodzi, że współczesne pokolenie zbuntowanych ekoaktywistów albo jest niedouczone, albo głuche na m.in. tę lekcję płynącą z historii. Jesse Eisenberg („The Social Network”) gra tu ideowca handlującego w ciągu dnia zdrowymi ekologicznie warzywami, a w nocy marzącego o wysadzeniu zapory wodnej Green Peter Dam w stanie Oregon. Amerykańska cywilizacja zmierza niechybnie ku zagładzie, klimat się ociepla, oceany wysychają, więc trzeba pomóc naturze się odrodzić. Wraz z neurotyczną koleżanką (Dakota Fanning) i byłym żołnierzem piechoty morskiej (Peter Sarsgaard) kupują podstępem pół tony nawozu i amoniaku, co świetnie nadaje się do skonstruowania solidnej bomby, i wprawiają swoje plany w ruch.

W przeciwieństwie do młodocianych bohaterów świadomość konsekwencji takiej zabawy posiada reżyserka, która uwagi nie koncentruje na rozwijaniu sensacyjnej akcji. Obchodzi ją psychologia, rozwój relacji między zamachowcami oraz skutki ich obłędnych działań. Niestety, nic szczególnego, poza ujawnieniem głupoty, desperacji i narastającej paranoi naiwnych rewolucjonistów, z jej filmu nie wynika. Wielka szkoda, bo swoim poprzednim projektem – dramatem „Wendy i Lucy” z popisową rolą Michelle Williams – obiecywała dużo więcej.

Night Moves, reż. Kelly Reichardt, prod. USA, 112 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną