Film

Detektywów trzech

Recenzja serialu: „Detektyw 2”, reż. Nic Pizzolatto

Taylor Kitsch i Colin Farrell Taylor Kitsch i Colin Farrell HBO
Bez rewelacji, ale ogląda się naprawdę dobrze.

Nic Pizzolatto zapowiadał, że „Detektyw” – jeden z najgłośniejszych i najbardziej nagradzanych seriali ubiegłego roku – będzie antologią, czyli każdy sezon będzie opowiadał inną historię z innymi bohaterami, i słowa dotrzymał. Klimatyczną Luizjanę z pierwszego sezonu zastąpiła Kalifornia, oczywiście nie ta pocztówkowa. „Dostajemy taki świat, na jaki zasłużyliśmy” – zdradza motto sezonu detektyw Ray Veloro, który chlaniem, ćpaniem, wizjami i tekstami (palenie e-papierosa kojarzy mu się z ssaniem penisa robota) może rywalizować z gwiazdą poprzedniego sezonu Rustem Cohlem w wykonaniu Matthew McConaugheya. Colin Farrell występuje tu w wersji postarzonej i wymiętej, i, o dziwo, jest całkiem przekonujący. Sprawa znów będzie dotyczyć wykorzystywania kobiet, ale tym razem ważnym elementem będzie środowisko prostytutek (w roli jednej z nich mówiąca ze wschodnim akcentem Weronika Rosati). A wszystko toczy się wokół morderstwa skorumpowanego polityka. Połączy ono losy trzech gliniarzy ze skomplikowaną przeszłością (obok Farrella grają ich Rachel McAdams i Taylor Kitsch) oraz biznesmena zmuszonego do powrotu do swojego pierwszego fachu – gangsterki (Vince Vaughn). Postacie, które z początku wyglądają na chodzące schematy, w większości stopniowo zyskują życie, a śledztwo powoli się rozwija. Bez rewelacji, ale ogląda się naprawdę dobrze.

Detektyw 2, w HBO, od 22.06, godz. 3.00 i 22.00 przez osiem tygodni oraz w HBOGO

Polityka 27.2015 (3016) z dnia 30.06.2015; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Detektywów trzech"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną