Recenzja filmu: „Mur”, reż. Dariusz Glazer

Między Polskami
Portret społeczeństwa bez korzeni, zastępującego idealizm dorobkiewiczostwem i materializmem.
Tomasz Schuchardt jako chłopak z gorszej strony ekonomicznego muru
Alter Ego/materiały prasowe

Tomasz Schuchardt jako chłopak z gorszej strony ekonomicznego muru

W ambitnym debiucie reżyserskim „Mur” Dariusza Glazera (absolwenta katowickiej szkoły filmowej) zostają skonfrontowane dwie Polski: luksusowych apartamentowców, odgrodzonych osiedli, ludzi, którzy odnieśli finansowy sukces, oraz Polski na zasiłku, ofiar transformacji ustrojowej. Młody chłopak po technikum, grany przez Tomasza Schuchardta, pragnie awansu, chce się wyrwać z getta nieudacznictwa uosabianego przez bezwolną, pogrążoną w depresji matkę. Jest zdesperowany, pracowity, kasę zdobywa nie zawsze legalnie, oprócz wykańczania mieszkań hoduje marihuanę i rozprowadza narkotyki. Banalny, wielokrotnie przerabiany w sztuce balzakowski wątek walki o poprawę pozycji społecznej tu również prowadzi do obserwacji mechanizmu odrzucenia.

Pięknie sfilmowany przez Wojciecha Staronia dramat ma posmak czegoś głębszego. To jakby portret społeczeństwa bez korzeni, zastępującego idealizm dorobkiewiczostwem i materializmem. Glazer prowadzi fabułę bez narracyjnych udziwnień, prostymi środkami. Czuje się inspirację filmowym minimalizmem. Inteligentny montaż oraz nierówne, ale na przyzwoitym poziomie aktorstwo pozwalają wczuć się w sytuację i przypomnieć sobie znaną każdemu gorycz upokorzenia. Scenariusz „Muru” wygrał konkurs Script Pro trzy lata temu. Oprócz strony wizualnej stanowi chyba najmocniejszą stronę tego projektu.

Mur, reż. Dariusz Glazer, prod. Polska, 82 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną