Recenzja filmu: „Marsjanin”, reż. Ridley Scott

Zrób to sam w kosmosie
Film jest swego rodzaju poradnikiem, co zrobić, by przetrwać na obcej planecie.
Matt Damon - samotny, ale niezłomny
Imperial-Cinepix/materiały prasowe

Matt Damon - samotny, ale niezłomny

Ridley Scott od przeszło ćwierć wieku ostrzega przed tragicznymi skutkami eksploracji kosmosu i przykrymi niespodziankami w postaci najazdu obcych. Jako 78-latek zmienia front, pragnąc utwierdzić nas w przekonaniu, że podbój Wszechświata ma sens, a człowiek ze swoją zaradnością, inteligencją, przywódczymi skłonnościami jest niemal stworzony do bycia panem gwiazd. Wystarczy być tylko pomysłowym biologiem, umieć wykorzystywać elektrolizę wody, znać się na oksygeneratorach, sprawnie liczyć w systemie szesnastkowym, a nade wszystko mieć poczucie humoru w najbardziej dramatycznych momentach życia. Tak jak porzucony przez załogę na Czerwonej Planecie bohater „Marsjanina”, grany przez niezłomnego Matta Damona, żywo dowcipkujący na temat muzyki disco, telemetrii czy swojego beznadziejnego położenia.

W widowisku Scotta, które jest zgrabną adaptacją bestselleru Andy’ego Weira, straszliwa burza piaskowa sprawia, że naukowa ekspedycja na Marsa kończy się przymusowym powrotem na Ziemię. Nie załapuje się tylko ranny kosmonauta, przekonany, że czeka go długa i samotna śmierć na kosmicznej pustyni. Film jest swego rodzaju poradnikiem, co zrobić, by przetrwać na obcej planecie (minimalny czas oczekiwania na pomoc: cztery lata). Przy czym te heroiczne zmagania – w przeciwieństwie do opisanych w „Grawitacji” czy klasycznej „2001: Odysei kosmicznej” – nie są opowiadane całkiem serio. Tragizm zostaje wzięty w cudzysłów, mimo to napięcie i emocje udaje się utrzymać do samego końca. Przesłaniem spektaklu Scotta wydaje się staroświecko-oświeceniowa pochwała logicznego myślenia i postępu technologicznego. A różnica między „Marsjaninem” a „Robinsonem Crusoe” jest taka, że w XXI w. o niewolnictwie zapomniano, nikt nie próbuje nikogo nawracać na chrześcijaństwo, a kluczową rolę odgrywa globalna solidarność. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Marsjanin, reż. Ridley Scott, prod. USA, 142 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną