Recenzja filmu: „11 minut”, reż. Jerzy Skolimowski

Egzystencjalny klip
Zbliżający się do osiemdziesiątki Skolimowski pokazał, że jest twórcą młodym i wciąż eksperymentującym.
Wojciech Mecwaldowski w roli zazdrosnego męża
Kino Świat

Wojciech Mecwaldowski w roli zazdrosnego męża

Akcja filmu zaczyna się o godzinie 17, co dla warszawiaków ma przecież znaczenie. Jeżeli zaś w tytule znalazła się liczba 11, a nad stolicą, tuż nad jej śródmiejskimi wysokościowcami, przelatuje samolot, to też łatwo się domyślić, jakich skojarzeń widza spodziewa się reżyser. „11” pojawia się zresztą parę razy: na 11. piętrze hotelu rozgrywa się najbardziej dramatyczna scena, te same cyferki dostrzeżemy na tablicy rejestracyjnej motocykla, którym śmiga po mieście kurier dowożący potrzebującym narkotyki. Rozszyfrowywanie pozostałych symboli zostawmy numerologom. Co naprawdę chciał nam przekazać Jerzy Skolimowski w swym najnowszym filmie? Reżyser, zarazem scenarzysta, powtarza w wywiadach i na konferencjach prasowych, iż „stąpamy po kruchym lodzie”, nie wiedząc, kiedy „wszystko” może się skończyć. Są katastrofy wielkie i małe, lecz różnica między nimi jest tylko ilościowa, dla ofiary nie ma to większego znaczenia. Na ekranie obserwujemy bohaterów przez 11 minut. Są bardzo różni, jakby wyjęci z rozmaitych zbiorów. Młoda aktorka z szansą na międzynarodową karierę i jej zazdrosny mąż. Sprzedawca hot dogów z nieciekawą przeszłością. Para alpinistów, która wybiera się właśnie na wyprawę, stadko zakonnic, malarz niedzielny, lekarka pogotowia. O jednych wiemy więcej, o innych prawie nic. Mijają się w okolicach stołecznego placu Grzybowskiego, nie wiedząc, co wydarzy się za paręnaście minut. Trudno mówić o psychologii postaci, nie ma typowych dla wzorowego scenariusza zwrotów akcji. „11 minut” to egzystencjalny klip z finałem, który wbija widza w fotel.

Zbliżający się do osiemdziesiątki Skolimowski pokazał, że jest twórcą młodym i wciąż eksperymentującym. Nie byłoby jednak sukcesu bez precyzyjnego, zegarmistrzowskiego montażu Agnieszki Glińskiej i muzyki Pawła Mykietyna, doskonale współbrzmiącej z oddechem miasta. W styczniu dowiemy się, czy film dostanie nominację do Oscara.

11 minut, reż. Jerzy Skolimowski, prod. Polska/Irlandia, 82 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną