Recenzja filmu: „Nice Guys. Równi goście”, reż. Shane Black

Równy i równiejszy
Największą atrakcją jest para odtwórców głównych ról. Po prostu goście.
Równi goście dwaj: Ryan Gosling i Russell Crowe
Daniel McFadden/Monolith Films/materiały prasowe

Równi goście dwaj: Ryan Gosling i Russell Crowe

Tytułowi równi goście są dwaj, ale nie całkiem równi. Ten grany przez Ryana Goslinga to sympatyczny nieudacznik, który chyba minął się z powołaniem: nieustannie popełnia gafy, a szczególną trudność sprawiają mu wyrazy obcego pochodzenia. Natomiast ten drugi, odtwarzany przez Russella Crowe’a, to prawdziwy gladiator w branży detektywistycznej, choć straszliwie zaniedbany. Nadrabia siłą oraz zawziętością, z jaką traktuje przeciwników. Ma też szczątkową wiedzę anatomiczną, łamiąc rękę rywalowi, jednocześnie szczegółowo instruuje delikwenta, co ma powiedzieć lekarzowi. Wspomnieć należałoby jeszcze o trzeciej osobie, nastoletniej córce nieudacznika, niezwykle rezolutnej, która w odpowiednim momencie włączy się do akcji. Razem szukają pewnej dziewczyny, która zagrała w ambitnym filmie pornograficznym (niezłe żarty z tego „podgatunku”) i zniknęła bez śladu. Ale jak się okaże, poszukujący też są poszukiwani. Tak się bowiem składa, że gwiazdka jest córką szefowej Departamentu Sprawiedliwości (Kim Basinger po dobrym botoksie), która znalazła się w niezręcznej sytuacji.

Komedia kryminalna, lecz z zabijaniem całkiem serio, co trochę kłóci się z konwencją. Na początku film ma szybkie tempo, potem jednak lekko się rozłazi i na pewno mógłby być trochę krótszy. Największą atrakcją jest para odtwórców głównych ról. Po prostu goście.

Nice Guys. Równi goście, reż. Shane Black, prod. USA/Wielka Brytania, 115 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną