Recenzja filmu: „O matko! Umrę…”, reż. Xavier Seron

Co śmieszy Belga
Film trafi w gusta bardziej wyrafinowanych widzów.
Jean-Jacques Rausin jako 37‑latek w strachu przed śmiercią
Spectator/materiały prasowe

Jean-Jacques Rausin jako 37‑latek w strachu przed śmiercią

O poczuciu humoru Belgów mamy raczej mgliste wyobrażenie, więc jest okazja, żeby się czegoś dowiedzieć. Debiut Xaviera Serona to czarna komedia, z akcentem na czarna. Nie tylko dlatego, że reżyser zdecydował się na czarno-białe zdjęcia. Głównym bohaterem filmu jest zbliżający się do czterdziestki nieudacznik, niespełniony aktor zatrudniony w sklepie z artykułami gospodarstwa domowego. Nudniejszej pracy nie mógł chyba znaleźć. Na tym jednak nie koniec pecha. Jego matka choruje na raka, ściślej na raka piersi – szczegół ma znaczenie, kiedy bowiem badania pokażą, że kobieta nieoczekiwanie wraca do zdrowia, syn poczuje, że przejął od niej chorobę, zlokalizowaną dokładnie w tym samym miejscu. Co można interpretować filozoficznie – skoro matka przekazała mu życie, to może przekazać też śmierć. Albo trywialnie – facet nie potrafi oderwać się od matczynej piersi, co rodzicielka wykorzystuje, a on się na to godzi.

Filmów o chorobach powstało wiele, ale zwykle były to dramaty psychologiczne, tymczasem Belg próbuje rozbrajać lęki śmiechem, z różnym skutkiem. Zwraca natomiast uwagę oryginalna forma kadru, odwołania do barokowej ikonografii i muzyka z tej epoki. W sumie raczej ciekawostka repertuarowa, ale niewykluczone, że film trafi w gusta bardziej wyrafinowanych widzów.

O matko! Umrę…, reż. Xavier Seron, prod. Belgia/Francja, 90 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną