Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Film

Słowiańska krew

Recenzja filmu: „Małżeńskie porachunki”, reż. Ole Bornedal

Marcin Dorociński (drugi od prawej) na planie „Małżeńskich porachunków” Marcin Dorociński (drugi od prawej) na planie „Małżeńskich porachunków” M2 Films / materiały prasowe
Obiecujący początek coraz śmielej rozpychającego się na europejskim rynku Polaka.

Marcinowi Dorocińskiemu gościnny występ w duńskiej komedii kryminalnej „Małżeńskie porachunki” ujmy nie przynosi, ale niewątpliwie film należy do tych, o których szybko się zapomina. Duńczykom łatwiej się w nim będzie odnaleźć, gdyż stanowi parodię zjawiska zwanego hygge, czyli uprawianej w ich kraju modnej filozofii życia, której zazdrości im świat. Polega ona na afirmacji wszystkiego, co wprawia w dobry nastrój, daje relaks i prowadzi do szczęścia. W Polsce wiedza o hygge dopiero się upowszechnia, więc dla niektórych widzów nieznajomość kontekstu może stanowić przeszkodę w wyłapaniu co zabawniejszych smaczków. Bohaterami są wyjątkowo tępi i pozbawieni empatii, zwłaszcza w sprawach męsko-damskich, prowincjonalni przedsiębiorcy budowlani, którzy nie potrafią zaspokoić wybujałych apetytów seksualnych swoich wymagających żon. Taka duńska odmiana „Głupiego i głupszego”. Skąpi, zakompleksieni, źle znoszący swoje upokorzenie panowie decydują się wynająć zabójcę ze Wschodu, który szybko i sprawnie wybawi ich z kłopotu. W tej właśnie roli wkracza na ekran nasz gwiazdor.

Małżeńskie porachunki (Dræberne fra Nibe), reż. Ole Bornedal, prod. Dania, 2017, 90 min

Polityka 15.2017 (3106) z dnia 11.04.2017; Afisz. Premiery; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Słowiańska krew"
Reklama