Marcinowi Dorocińskiemu gościnny występ w duńskiej komedii kryminalnej „Małżeńskie porachunki” ujmy nie przynosi, ale niewątpliwie film należy do tych, o których szybko się zapomina. Duńczykom łatwiej się w nim będzie odnaleźć, gdyż stanowi parodię zjawiska zwanego hygge, czyli uprawianej w ich kraju modnej filozofii życia, której zazdrości im świat. Polega ona na afirmacji wszystkiego, co wprawia w dobry nastrój, daje relaks i prowadzi do szczęścia. W Polsce wiedza o hygge dopiero się upowszechnia, więc dla niektórych widzów nieznajomość kontekstu może stanowić przeszkodę w wyłapaniu co zabawniejszych smaczków. Bohaterami są wyjątkowo tępi i pozbawieni empatii, zwłaszcza w sprawach męsko-damskich, prowincjonalni przedsiębiorcy budowlani, którzy nie potrafią zaspokoić wybujałych apetytów seksualnych swoich wymagających żon. Taka duńska odmiana „Głupiego i głupszego”. Skąpi, zakompleksieni, źle znoszący swoje upokorzenie panowie decydują się wynająć zabójcę ze Wschodu, który szybko i sprawnie wybawi ich z kłopotu. W tej właśnie roli wkracza na ekran nasz gwiazdor.
Małżeńskie porachunki (Dræberne fra Nibe), reż. Ole Bornedal, prod. Dania, 2017, 90 min