Recenzja serialu: „Dark”, reż. Baran bo Odar, Jantje Friese

Nie gdzie, tylko kiedy
Ważną rolę w całej intrygującej i sprawnie opowiedzianej historii odgrywa pobliska elektrownia jądrowa.
Louis Hofmann jako Jonas Kahnwald w obliczu tajemnicy
Netflix/materiały prasowe

Louis Hofmann jako Jonas Kahnwald w obliczu tajemnicy

Dziesięcioodcinkowa, oryginalna niemiecka produkcja Netflixa jest porównywana do niedawnego hitu platformy – amerykańskiego serialu „Stranger Things”. Słusznie i niesłusznie, bo podobieństwa są wprawdzie liczne, ale różnice znaczące i to one decydują, że „Dark” obejrzeć warto. Akcja dzieje się w prowincjonalnym miasteczku Winden, w którym od dekad znikają bez wieści dzieci – chłopcy. Równie ważne jak sama zagadka zaginięć i jej próby rozwiązania są obserwacje psychologiczne, jak z traumą zmagają się członkowie rodzin zaginionych, jak infekuje miasteczko. Kolejne zaginięcie otwiera przyschniętą ranę, wracają wspomnienia, pojawia się też coraz więcej tajemniczych znaków, aż wreszcie cofamy się do 1986 r., oglądamy młodsze wersje bohaterów w otoczeniu przedmiotów sprzed trzech dekad, dudni muzyka z epoki. Ważną rolę w całej intrygującej i sprawnie opowiedzianej historii odgrywa pobliska elektrownia jądrowa. Całość zaś dotyczy natury czasu, serial reklamuje hasło „Nieważne gdzie, ważne kiedy”.

Dark, autorzy: Baran bo Odar i Jantje Friese, Netflix, od 1 grudnia

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną