Recenzja filmu: „Jeszcze nie koniec (Jusqu’à la garde)”, reż. Xavier Legrand

Urażone ego samca
Przemoc w rodzinie jest zjawiskiem wstydliwym, lecz niestety powszechnym.
Miriam (Léa Drucker) i Antoine Besson (Denis Ménochet) – małżonkowie w walce
Solopan/materiały prasowe

Miriam (Léa Drucker) i Antoine Besson (Denis Ménochet) – małżonkowie w walce

W Polsce wśród wszystkich ofiar przemocy blisko połowa doświadcza jej od partnerów w związkach formalnych. Nie inaczej wygląda to we Francji. Z zaangażowaniem przedstawia to debiutancki dramat społeczny Xaviera Legranda „Jeszcze nie koniec”, obsypany nagrodami m.in. na festiwalach w Wenecji i San Sebastian.

Publicystyka nie jest najmocniejszą stroną filmu, co należy potraktować jako komplement. Najciekawszy wydaje się tu nakreślony cienką kreską portret oskarżonego o bicie oraz znęcanie się nad rodziną byłego męża i ojca dwójki dzieci. Wcale nie gwałtownika – jak zaświadcza reprezentująca go na rozprawie pani adwokat – tylko lubiącego polowania „miłośnika natury bez nałogów, szlachetnego, uczynnego” szefa ochrony przeciwpożarowej w szpitalu w Lecorney. Rozwiedziony mężczyzna walczy o prawo do rutynowych kontaktów z 11-letnim synem. Kaja się, że może nie był dobrym mężem, ale to nie znaczy, że był złym ojcem. Jego wina nie wydaje się przesądzona ani oczywista.

Choć intencje reżysera są od początku czytelne. Chodzi o kryzys męskości, urażoną ambicję człowieka niepotrafiącego zapanować nad emocjami, niepogodzonego z klęską. Huśtawka nastrojów towarzyszy jednak do samego finału.

Jeszcze nie koniec (Jusqu’à la garde), reż. Xavier Legrand, prod. Francja, 93 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną