Recenzja filmu: „Ballada o Busterze Scruggsie”, reż. Ethan Coen, Joel Coen

Żyłka złota
Z sześciu krótkich historyjek o Dzikim Zachodzie, które bracia Coen nakręcili dla Netflixa, cztery powstały na bazie ich dawnych, nie do końca dopracowanych, pomysłów na pełne fabuły.
Tim Blake Nelson jako tytułowy Buster Scruggs w pierwszej z sześciu nowel braci Coenów.
Netflix/materiały prasowe

Tim Blake Nelson jako tytułowy Buster Scruggs w pierwszej z sześciu nowel braci Coenów.

Zasadzają się na typowym dla reżyserów nakładaniu na siebie ironii, sarkazmu, prostego komentarza społecznego i przekonania o krwawej naturze człowieka. „Ballada o Busterze Scruggsie” pełna jest nawiązań do poprzednich produkcji Coenów, do amerykańskiej tradycji filmowej, piosenek country, do legend ludowych, które dla amerykańskiego widza są jasne, a dla polskiego mogą być trudniejsze do odczytania. Mało tu za to, charakterystycznego dla innych niedawnych antywesternów, zagłębiania się w polityczne i etyczne konsekwencje amerykańskiej kolonizacji zachodu kontynentu. Dwie najlepsze opowieści z serii, smutne, nawet filozoficzne, zostały oparte nie na scenariuszach braci, tylko na opowiadaniach Jacka Londona i Stewarta Edwarda White’a. Bohaterem pierwszej jest poszukiwacz złota (wspaniały, trudny do rozpoznania Tom Waits), który w nierealnie pięknej górskiej dolinie doceni samotność. Druga, ze świetnymi rolami Zoe Kazan i Billa Hecka, mówi o dziewczynie, którą w trakcie podróży szlakiem oregońskim spotka nieoczekiwanie szansa na szczęście.

Ballada o Busterze Scruggsie, reż. Ethan Coen, Joel Coen, prod. USA, 132 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną