Recenzja filmu: „Vice”, reż. Adam McKay

America First
Film obejmuje kilka dekad działalności polityka – od lat studenckich aż po czasy najnowsze.
Od lewej: Christian Bale jako Dick Cheney i Sam Rockwell jako George W. Bush rządzą Ameryką po 11 września.
Matt Kennedy/Annapurna Pictures/materiały prasowe

Od lewej: Christian Bale jako Dick Cheney i Sam Rockwell jako George W. Bush rządzą Ameryką po 11 września.

Republikanin Dick Cheney był za prezydentury George’a W. Busha najważniejszą osobą w państwie. Pełniąc funkcję wiceprezydenta nadzorującego m.in. Pentagon i sprawy zagraniczne, po zamachach 11 września podejmował strategiczne decyzje w sprawie wojny z terroryzmem i z Al-Kaidą. Kosztowały one życie wielu osób. Tylko w samym Iraku zginęło 600 tys. cywilów. Biograficzny film Adama McKaya rozlicza Cheneya z dyktatorskich zapędów i próbuje wyjaśnić zagadkę jego błyskotliwej kariery. Jakim cudem ten mało rozgarnięty, niezdolny człowiek (nie ukończył Uniwersytetu Yale), awanturnik i alkoholik mógł zajść tak wysoko? Dlaczego biurokratę i łajdaka o zimnym sercu uznano za ostoję amerykańskiego konserwatyzmu? Co sprawiło, że stał się silnym, przebiegłym politykiem cynicznie manipulującym głową państwa?

Pomimo odwagi rozświetlania mroków tajemnic Białego Domu, a także wagi stawianych pytań „Vice” sprawdza się o dziwo jako wyśmienita komedia. Nie zwalnia tempa, zaskakuje sporą ilością świetnych surrealistycznych dowcipów. W materiale na szekspirowską tragedię reżyser potrafi wkomponować ironię i dystans godny Monty Pythona. Nie udało mu się uniknąć umoralniających, złośliwych komentarzy przypominających lewicową dydaktykę Michaela Moore’a, na szczęście jednak nie zamienia obrazu w propagandową agitkę. W filmie roi się za to od kąśliwych uwag na temat słabości demokracji. Pada szereg szerzej nieznanych informacji o vipach, mentorach czy medialnych autorytetach z pierwszych stron gazet, ale niewątpliwie całość niesie wybitna kreacja Christiana Bale’a, który sztukę mimikry doprowadził do perfekcji. W skórze Cheneya jest oczywiście nie do poznania. Zadanie ma wyjątkowo trudne, gdyż film obejmuje kilka dekad działalności polityka – od lat studenckich i współpracy z Donaldem Rumsfeldem w administracji Richarda Nixona, przez funkcję szefa personelu Białego Domu prezydenta Geralda Forda i sekretarza obrony USA w gabinecie George’a H.W. Busha (seniora), aż po czasy najnowsze. Jeśli nie on powinien w aktorskiej kategorii dostać Oscara, to kto?

Vice, reż. Adam McKay, prod. USA, 132 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną