Recenzja filmu: „Free Solo”, reż. Jimmy Chin, Elizabeth Chai Vasarhelyi

Bez zawahania
Dużą zaletą tego wyprodukowanego przez National Geographic i nagradzanego dokumentu z tegorocznej oscarowej czołówki jest to, że nie szuka wyjaśnień dla sportowej motywacji i braku empatii głównego bohatera.
„Free Solo”, reż. Jimmy Chin, Elizabeth Chai Vasarhelyi
Jimmy Chin/materiały prasowe

„Free Solo”, reż. Jimmy Chin, Elizabeth Chai Vasarhelyi

Alex Honnold bez asekuracji w cztery godziny przeszedł drogę na 1000-metrowej ścianie El Capitan w Yosemite. Latem 2017 r. zabrał tam ze sobą bagaż długich przygotowań, ale też własną, trudną osobowość – nie bał się odpadnięcia i nie chciał brać pod uwagę jego konsekwencji dla partnerki Sanni McCandless. Stresowała go za to wymagająca od niego większego skupienia obecność ekipy filmowców-wspinaczy, kierowanych przez Elizabeth Chai Vasarhelyi i Jimmy’ego China. Duo, które zrealizowało wcześniej bardzo dobry dokument „Meru”, też musiało brać pod uwagę, że ich praca może przyczynić się do śmierci przyjaciela. Ekipa stała się więc częścią tego filmu i choć niektórzy z nich nie byli w stanie ze stresu wpatrywać się non stop w ekran kamery, zrealizowali naprawdę zachwycające zdjęcia. Zwłaszcza dla ostatnich 15 minut filmu warto włączyć telewizor albo pójść do kina – poza kanałem National Geographic „Free Solo” 14 marca będzie również pokazywane w sieci Multikino.

Free Solo, National Geographic, 3 marca, godz. 21.00

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną