Recenzja filmu: „Przemytnik”, reż. Clint Eastwood

El Tata
Clint Eastwood ma 88 lat i popiera Donalda Trumpa, więc „Przemytnik” mógł być równie dobrze jego – być może ciężkim do zniesienia – komentarzem dotyczącym problemów z imigrantami i sytuacji ekonomicznej amerykańskiej prowincji.
Filmową córkę Clinta Eastwooda gra prawdziwa córka aktora, Alison.
Warner Bros./Materiały partnera

Filmową córkę Clinta Eastwooda gra prawdziwa córka aktora, Alison.

Tak się na szczęście nie stało. Eastwood wyreżyserował i zagrał główną rolę w filmie, który jest celny i istotny społecznie, a zarazem zabawny, momentami wręcz absurdalny, ale też odwołuje się w wyraźny sposób do niepowodzeń w życiu osobistym autora. Eastwood gra Earla Stone’a, postać wzorowaną na prawdziwej historii Leo Sharpa, światowej sławy ogrodnika, który po bankructwie swojej hodowli został najstarszym i najbardziej lukratywnym przemytnikiem narkotyków dla kartelu Sinaloa (pseudonim El Tata). Stone jest technofobem, seksistą i rasistą, nie jest jednak człowiekiem tak trudnym jak postać z „Gran Torino”, wcześniejsza rola Eastwooda. Kiedyś przedkładał nagrody za wyhodowane kwiaty nad życie rodziny, teraz dzięki pieniądzom z przemytu narkotyków chce odzyskać kontakt z najbliższymi. Eastwood w minimalistycznej formie pokazuje też paralelę: sam czerpie przyjemność z dobrze wykonanej pracy, akceptuje jednak ze smutkiem, że ceną za to jest brak bliskości z dziećmi.

Przemytnik (The Mule), reż. Clint Eastwood, prod. USA, 2018, 117 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną