Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Film

Czułe struny

Recenzja filmu: „Belfast”, reż. Kenneth Branagh

„Belfast”, reż. Kenneth Branagh „Belfast”, reż. Kenneth Branagh materiały prasowe
Branagh niepostrzeżenie przekształca opowieść w mit, a szczegół urasta w jego filmie do rangi symbolu.

Nawet gdyby amerykańska Akademia postąpiła nierozważnie i pominęła „Belfast” w finałowej rozgrywce oscarowej (ostatecznie zebrał siedem nominacji), nie zmieniłoby to faktu, że jest jednym z najpiękniejszych filmów sezonu. Do tej pory Kenneth Branagh konsekwentnie unikał wypowiadania się na ekranie w pierwszej osobie. W tym niezwykle osobistym dziele porusza tak czułe struny, że pęka serce. „Belfast” to kameralny dramat rodzinny utkany ze strzępków pamięci reżysera wracającego do kluczowych momentów dzieciństwa spędzonego pół wieku temu w Irlandii Północnej. Rozpadający się świat przedstawiony jest z perspektywy dziewięciolatka, który próbuje go jakoś ogarnąć po swojemu. Dzięki wyjątkowej grze Jude’a Hilla, który w zadziwiający sposób potrafi oddać zmieniającą się wrażliwość dziecka w nowej rzeczywistości, każda w zasadzie scena staje się areną walk o jego duszę.

Belfast, reż. Kenneth Branagh, prod. Wielka Brytania, 97 min

Polityka 9.2022 (3352) z dnia 22.02.2022; Afisz. Premiery; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Czułe struny"
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >