Romans międzygatunkowy
Recenzja filmu: „Wiedźmin: Syreny z głębin”, reż. Kang Hei Chul
Druga pełnometrażowa animacja ze świata Wiedźmina, lecz w przeciwieństwie do „Zmory wilka”, która była oryginalną historią inspirowaną prozą Andrzeja Sapkowskiego, „Syreny z głębin” są adaptacją tekstu „Trochę poświęcenia” (który dla odmiany był wiedźmińską wariacją na temat „Małej syrenki” Andersena”). Twórcy filmu, ponownie zrealizowanego w dynamicznej, przykuwającej wzrok konwencji anime, od treści opowiadania znacząco jednak odbiegają – rozpisanie kilkunastu stron na pełnometrażowy film wymagało radykalnych zmian. Punkt wyjścia pozostał bez zmian: Geralt, Jaskier oraz towarzysząca im bardka Essi zostają wplątani w polityczny kryzys wywołany beznadziejną miłością ludzkiego księcia Aglovala i syreny o imieniu Sh’eenaz.
Wiedźmin: Syreny z głębin, reż. Kang Hei Chul, Netflix, 90 min