Ryzykowny pomysł, by połączyć charakterystyczny styl Wesa Andersona z kafkowską ironią i zaskakująco poważną tematyką niekoniecznie wyszedł filmowi Macieja Żaka na dobre. „Zapiski śmiertelnika” rozbiegają się w wielu kierunkach, nie tworzą spójnej całości, chociaż czuje się warsztatową pewność reżysera oraz jego szczere ambicje, aby w lekki sposób zmierzyć się z problemem samobójstw dojrzałych mężczyzn. Bohaterem jest pozornie szczęśliwy pięćdziesięciolatek, który przypadkowo zbił majątek na handlu wodą mineralną, spłodził córkę, wesoło spędza czas z kochanką, aż ta informuje go, że zaszła w ciążę i nie zamierza dłużej czekać, aż on rozwiedzie się z żoną. Więcej tu elementów farsy niż tragedii, jednak reżyser w to brnie, obudowując film atmosferą czarnego humoru z elementami absurdu i groteski.
Zapiski śmiertelnika, reż. Maciej Żak, prod. Polska, 93 min, w kinach od 30 stycznia