Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Film

Narodziny herosa

Recenzja filmu: „Młody Waszyngton”, reż. Jon Erwin

Preferuj w Google
„Młody Waszyngton”, reż. Jon Erwin „Młody Waszyngton”, reż. Jon Erwin Patrick Redmond
„Młody Waszyngton” w swoim naiwnym patriotycznym uniesieniu przynajmniej jest w miarę uczciwy.

Czy można wymyślić lepszy temat na obchody 250. rocznicy podpisania Deklaracji niepodległości niż młodość pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych? Pewnie nie. Jednak z pewnością można było poświęcić mu lepszy film. Na korzyść tej produkcji działa przede wszystkim to, że inne rocznicowe pomysły – zwłaszcza te forsowane przez administrację Donalda Trumpa – były połączeniem abominacji, groteski i pychy. „Młody Waszyngton” w swoim naiwnym patriotycznym uniesieniu przynajmniej jest w miarę uczciwy. Pokazuje bohatera w procesie tworzenia – to jeszcze nie jest czas wojny o niepodległość, a George Washington (William Franklyn-Miller) jest tu równie ambitny, co niedoświadczony. Popełnia błędy, które często kosztują życie jego towarzyszy, ale wierzy, że dostanie się na szczyt. Droga przed nim daleka i pełna upokorzeń, jak jednak pokazują twórcy, przyszły prezydent był charyzmatycznym człowiekiem, który nawet cierpiąc na dyzenterię, wstanie z łoża boleści i poprowadzi rodaków do walki o wolność. „Młody Waszyngton”, wyprodukowany przez wytwórnię słynącą z fundamentalistycznego kina religijnego, ma trafić przede wszystkim do młodych amerykańskich chrześcijan o patriotycznych poglądach. I pewnie jako taki spełnia swoją funkcję, pozostając przy tym filmem jednowymiarowym i nudnym.

Młody Waszyngton, reż. Jon Erwin, prod. USA, 122 min, w kinach od 31 lipca

Polityka 31.2026 (3575) z dnia 28.07.2026; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Narodziny herosa"
Reklama