Film

Do ciebie, człowieku

Recenzja filmu: "Do ciebie, człowieku", reż. Roy Andersson

Trzeba mieć cierpliwość.

64-letni szwedzki reżyser Roy Andersson jest przedstawicielem kina autorskiego. W trwającej kilkadziesiąt lat karierze nakręcił tylko trzy fabuły, włączając w to najnowszą surrealistyczną komedię utrzymaną w duchu Felliniego „Do ciebie, człowieku”.

Poprzedni jego film „Pieśni z drugiego piętra” zaskakiwał nielinearną konstrukcją przypominającą strumień skojarzeń na temat wszelkich możliwych nieszczęść, jakie spotkać mogą bezradnego, zagubionego mieszkańca współczesnej metropolii. Nie inaczej sprawa wygląda w „Do ciebie, człowieku”, które skomponowane jest z wielu scen powiązanych ze sobą jedynie nastrojem i absurdalnym humorem. Obrazy utrzymane w szarozgniłej tonacji kolorystycznej stanowią wariację wokół problemu osamotnienia, braku miłości i beznadziejnej rutyny codziennego dnia.

Oto urzędnik, siedząc za kierownicą swego samochodu i przesuwając się bardzo wolno w ulicznym korku, użala się przez uchylone okno nad życiem pozbawionym sensu. Oto zrozpaczony mężczyzna ściąga obrus na weselnym przyjęciu, za co zostaje skazany na krzesło elektryczne. Owszem, trzeba mieć cierpliwość, aby tę apokaliptyczną wizję zatomizowanego społeczeństwa przyswoić. Niemniej, mimo pewnej dowolności układanki i jej monotonii, film Anderssona – tak jak proza Kafki – zapada w pamięć na długo.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną