Butelki zwrotne
Nawet emeryci mogą odnaleźć szczęście.

Czeski laureat Oscara Jan Sverak („Kola”) ma wierną widownię na całym świecie, ale nigdzie nie jest tak oklaskiwany jak u siebie. Jego najnowsza komedia „Butelki zwrotne” pobiła u naszych południowych sąsiadów wszelkie rekordy kasowe, zebrała mnóstwo pochwał od krytyków i nawet kilka nagród na festiwalach. Prawda jest taka, że film Sveraka może się podobać jako sympatyczna bajka o ludziach w podeszłym wieku, ale pod względem artystycznym jakoś nie zachwyca.

„Butelki zwrotne”, zrealizowane w duecie z ojcem Sveraka Zdenkiem (napisał scenariusz i występuje w głównej roli), stanowią trzecią część ich wspólnej, autobiograficzno-filmowej podróży. W „Szkole podstawowej” sprawa dotyczyła dojrzewania i znajdowania sobie miejsca w świecie dorosłych. O odpowiedzialności wieku męskiego mówił „Kola”. Natomiast „Butelki zwrotne” są sentymentalno-ironiczną balladą o urokach życia na emeryturze.

Stary nauczyciel, dorabiający sobie w supermarkecie jako pan od butelek, zadziwiająco przypomina Bohumila Hrabala, też swego czasu zatrudnionego w sklepie jako sprzedawca. Przez okienko w ściance godzinami gapi się na robiące zakupy panie i próbuje jakoś nawiązać z nimi bliższą znajomość, co mu się w końcu udaje. Oczy mu się iskrzą, wyobraźnia żywo pracuje, co z tego, skoro z pewnymi sprawami u niego krucho. Żona, z którą dawno przestał sypiać, domyśla się, że mąż przeżywa poważny kryzys, i tu zaczyna się właściwa opowieść.

Nad filmem unosi się miła, sielankowa aura, pozwalająca z westchnieniem ulgi przyjąć, że życie po sześćdziesiątce aż tak straszne nie jest i że nawet emeryci mogą odnaleźć szczęście. Jeśli komuś to wystarcza...

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną