Rozmowy nocą
Zagrać dobrze w złym filmie to wielka sztuka.

To niby zwyczajna komedia romantyczna, a przecież jest w niej ukryte, i to niezbyt głęboko, poważne przesłanie: mianowicie pochwała wartości rodzinnych, w szczególności zaś rodzicielskich. Główna bohaterka „Rozmów nocą”, sympatyczna singielka wyrabiająca w celach zarobkowych anioły daje do prasy ogłoszenie, w którym zawarty jest lekko zawoalowany, ale w istocie jasny komunikat: poszukuje się mężczyzny w bardzo określonym celu, niech zapłodni i znika.

Zgłaszają się chętni, lecz mało przekonujący, aż pewnej nocy dzwoni mężczyzna, który wydaje się dziewczynie idealnym kandydatem na anonimowego ojca. To utalentowany kucharz, autor książek kucharskich, już po trzydziestce, ale nadal uzależniony od matki, która nie może się doczekać, kiedy zobaczy synka z partnerką (ostatecznie z partnerem, bo jest postępowa). Tymczasem producentka aniołów po konsultacji z ginekologiem wysyła wybranemu mężczyźnie konkretny, choć raczej mało romantyczny komunikat: Dziś jajeczkuję. Bądź u mnie o dwudziestej.

Co było dalej, można przewidzieć, bo dziewczyny z polskich komedii romantycznych, mimo pozorów niezależności i buntu, zawsze marzą o szczęśliwym domu. To już widzieliśmy, parę innych rzeczy też. Albo w filmach amerykańskich (nie przypadkiem kucharz ma pseudonim Harry, co widzom przypomina bohatera komedii romantycznej „Kiedy Harry spotkał Sally”), albo w krajowych (włącznie z opowieściami o seksualnej monogamii różnych dziwnych zwierzątek). Tylko para aktorska Magdalena Różczka i Marcin Dorociński pojawia się po raz pierwszy. Zagrać dobrze w złym filmie to wielka sztuka, a im się udało. Dla tego duetu naprawdę warto napisać bardziej sensowny scenariusz.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną