Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Aż poleje się krew

Ambitny, przewrotny moralitet.

Epopeja w miniaturze – tak najprościej można by nazwać niezależny, oscarowy dramat „Aż poleje się krew”, poświęcony narodzinom amerykańskiego imperium naftowego na początku XX w. W filmie Thomasa Paula Andersona („Boogie Nights”, „Magnolia”) czuje się oddech surowej, skalistej przestrzeni południa Stanów, mitycznej ziemi obiecanej dla pionierów ogarniętych gorączką złota, a później szaleństwem poszukiwania i wydobycia ropy. Niemniej uwaga skupiona jest na przenikliwym, pozbawionym cienia nostalgii kameralnym portrecie nienawidzącego ludzi biznesmena, który dochodzi do niewyobrażalnej fortuny dzięki pracy własnych rąk. W ostatecznym rachunku ponoszącego spektakularną życiową klęskę na skutek chciwości i braku miłości.

Grany rewelacyjnie przez Daniela Day-Lewisa nafciarz-mizantrop nie jest postacią jednoznaczną. Tak jak nie był nią ponury, opętany myślą pomsty na białym wielorybie kapitan Ahab z „Moby Dicka”, z którym wiele go łączy. Także w wymiarze symbolicznym. Osią fabularną dramatu będącego swobodną adaptacją powieści Uptona Sinclaira „Nafta” nie jest wbrew pozorom budowa materialnej potęgi teksańskiego self-made-mana, tylko okrutna, quasi-religijna rozgrywka pomiędzy nim a ewangelickim pastorem (Paul Dano), fałszywym prorokiem, niewierzącym w miłosiernego Boga, zbawiającego również leniwych i głupich. Obaj są hipokrytami. Przedsiębiorca udaje pobożnego, kłamie i zwodzi ludzi, aby wykupić za bezcen ich zasobną w złoża ziemię. Duchowny niczym aktor na scenie odprawia przed wiernymi egzorcyzmy, choć jest zapatrzony w mamonę. Prowadzą ze sobą podstępną, brutalną grę, której bronią jest upokorzenie, a celem władza i dominacja błędnie utożsamiana przez nich ze spokojem sumienia, czyli unicestwieniem przeciwnika.

Rozmach, skala tego ambitnego, przewrotnego moralitetu budzi bezsprzecznie podziw, i to nie tylko ze względu na pokazaną w nim historyczną prawdę oraz perfekcyjne wykonanie. Inspirujące wydają się zwłaszcza wnioski na temat cynizmu dzisiejszego świata, niewiele różniącego się od ukazanego w filmie.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Łomot, wrzaski i deskorolkowcy. Czasem pijani. Hałas może zrujnować życie

Hałas z plenerowych obiektów sportowych może zrujnować życie ludzi mieszkających obok. Sprawom sądowym, kończącym się likwidacją boiska czy skateparku, mogłaby zapobiec wcześniejsza analiza akustyczna planowanych inwestycji.

Agnieszka Kantaruk
23.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną