Film

Polak potrzebny od zaraz

Powierzchowna telenowela? Pozory!

Najnowszy i nagrodzony w Wenecji za scenariusz dramat społeczny Kena Loacha był częściowo współfinansowany i kręcony w Polsce. Nasz dystrybutor zmienił nawet tytuł (w oryginale „It’s a Free World...”), by ową polskość podkreślić. Nie da się jednak ukryć, że „Polak potrzebny od zaraz” opowiada generalnie o wykorzystywaniu naiwności emigrantów zarobkowych z Europy Wschodniej, szukających w Anglii mitycznego raju.

Polacy, choć pokazuje się ich i są ważnym ogniwem filmowej historii, stanowią jedynie barwne tło, możliwe do zastąpienia przez każdą inną nację, choćby Ukraińców czy Rosjan. Bohaterką jest 30-letnia Brytyjka (Kierston Wareing) – ładna, przedsiębiorcza singielka, która pośredniczy w handlu robotnikami najemnymi z naszego regionu. Prowadzi z koleżanką własną firmę, lecz dopiero przekręty uświadomią jej, ile korzyści można czerpać z tego biznesu, o ile oczywiście pozbędzie się niepotrzebnych wyrzutów sumienia. Pomysł polega na tym, by zatrudniać Polaków na czarno, nie płacić za nich ubezpieczenia, a koszty zakwaterowania odliczać sobie od podatku.

Jak to u Loacha bywa, wszystko zostaje w detalach opisane i szczegółowo wyjaśnione, ale niestety nic mądrego z tego czarnego obrazu się nie wyłania. Poza oczywistym wnioskiem, że i na Zachodzie mnożą się oszuści czyhający na okazję, by kogoś okraść i wykorzystać. W porównaniu z głębokim i wstrząsającym „Import/Export” Austriaka Ulricha Seidla na podobny temat, skromniutkie dzieło Loacha wydaje się tylko powierzchowną telenowelą. Na dramat mówiący z naszej perspektywy o Polakach radzących sobie na londyńskim bruku musimy jeszcze poczekać.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Prof. Marcin Król: Obyśmy znów nie byli głupi

Prof. Marcin Król, historyk idei, o tym, że czeka nas koniec starego świata i nic dobrego z tego na razie nie wyjdzie.

Jacek Żakowski
01.01.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną