Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Film

Droga do przebaczenia

Dramat ofiary i sprawcy.

Pierwsza scena „Drogi do przebaczenia” mogłaby znaleźć się w którymś z filmów Kieślowskiego. O wszystkim decyduje tu bowiem przypadek. Dwa samochody w drodze: w jednym szczęśliwa rodzina w komplecie, czyli rodzice i dwoje dzieci; w drugim ojciec z synkiem, którego za chwilę musi oddać swej byłej żonie. Kiedy ci pierwsi zatrzymują się przy stacji benzynowej, chłopiec wychodzi na jezdnię, by wypuścić do lasu trzymane w słoiku świetliki. W tym czasie nadjeżdża drugi samochód, w którym inny chłopczyk chce akurat w tym momencie zmienić stację radiową. Jego ojciec wie, że zabił dziecko, przez ułamek sekundy waha się, ale szybko odjeżdża z miejsca wypadku. (Potem powie, że zrobił tak, by nie utracić syna).

Policja wszczyna poszukiwania winnego, lecz, jak często w takich wypadkach, jest bezradna. Zrozpaczony, a z czasem wręcz oszalały ojciec zaczyna poszukiwania na własną rękę i jak się przekona, zaglądając do Internetu, w podobnym położeniu jest wiele rodzin ofiar wypadków drogowych. Reżyser Terry George nie zamierzał jednak robić filmu interwencyjnego o grzechach amerykańskiej policji. „Droga do przebaczenia” to poruszający dramat psychologiczny z poszukującym sprawiedliwości i winnym w rolach głównych. To zarazem pojedynek dwóch świetnych aktorów: Joaquina Phoenixa (ojciec zabitego dziecka) i Marka Buffalo (przypadkowy zabójca).

Dzięki ich kreacjom mniej rażą mielizny scenariuszowe (np. winny, który jest prawnikiem, prowadzi śledztwo we własnej sprawie!), a widz odruchowo stający po stronie pokrzywdzonego ojca z czasem zaczyna rozumieć, że ten, który zabił i się nie przyznał, też przeżywa wielki dramat. W pewnym sensie obaj są ofiarami przypadkowego zdarzenia na Reservation Road („Reservation Road” to oryginalny tytuł filmu), co przekonująco pokaże mocny i niebanalny finał.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną