Ogród Luizy
To, co najlepsze z 'Leona zawodowca' i 'Amelii'.

Maciej Wojtyszko wrócił do kina po długim, kilkunastoletnim okresie reżyserowania w telewizji, gdzie zajmował się głównie kręceniem seriali. „Ogród Luizy”, słodko-gorzka baśń napisana przez Witolda Łagowskiego-Horwatha o zaskakującej miłości między gangsterem i chorą psychicznie osiemnastolatką, ma lekkość i urok komedii romantycznej.

Na szczęście nie jest infantylna ani na tyle oderwana od prozy życia, by to przekreślało starania aktorów grających nieprawdopodobną historię w konwencji jak najbardziej serio. Marcin Dorociński, który daje w filmie popis swoich nieprzeciętnych umiejętności, wciela się w rolę prowincjonalnego mafioso, który trzęsie zza krat zakładu dla obłąkanych połową miasteczka, przygotowując się jednocześnie do wykonania wyroku na oficerze policji. Patrycja Soliman, znana do tej pory z kilku ciekawych drugoplanowych ról w Teatrze Narodowym, gra córkę lokalnego partyjniaka oddaną do psychiatryka przez niekochających ją rodziców.

Dwa różne światy, dwie kompletnie inne osobowości, niepasujące do siebie wrażliwości, a jednak coś ich ku sobie przyciąga. Zasługą aktorów (i reżysera) jest to, że ani przez chwilę nie ma się wrażenia psychologicznej woltyżerki, uprawiania jakiegoś gwałtu na zdrowym rozsądku widzów. Cała ta fantazyjnie skonstruowana fabuła urzeka emocjonalną prawdą, co w tym przypadku jest wyczynem nie lada. Krótko mówiąc, melodramat Wojtyszki, trzymający w napięciu jak kryminał, łączy w niebanalny sposób to, co najlepsze z „Leona zawodowca” i „Amelii”. Wypada mieć nadzieję, że doceni to również nasza publiczność.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną