Jeszcze dalej niż północ
Film ogląda się z przyjemnością.

"Jeszcze dalej niż północ” (w oryginale „Bienvenue chez les Ch’tis”) bije we Francji rekordy frekwencyjne: film zobaczył już co czwarty mieszkaniec kraju. Z czego śmieją się Francuzi? Zapewne trochę z samych siebie, z własnych przesądów i stereotypów. Głównym bohaterem filmu jest kierownik poczty Philippe Abrams, który przeniesiony zostaje służbowo na dwa lata do placówki znajdującej się na północy kraju.

Jak się okazuje, mieszkańcom Prowansji ta północ jawi się mniej więcej tak jak Polakom Syberia. Po prostu zsyłka. Dlatego rodzinę czeka teraz bolesna rozłąka, żona z synkiem nie mogą ryzykować, więc w podróż do miasteczka Bergues wyrusza samotnie biedny poczmistrz z ekwipunkiem polarnika zdobywającego któryś z biegunów. Pierwsze wrażenia rzeczywiście nie są najlepsze, tym bardziej że przybysz ma bardzo poważny kłopot komunikacyjny – z trudem porozumiewa się z tubylcami posługującymi się pikardyjskim dialektem ch’ti. W wielu sytuacjach w ogóle nie mogą się dogadać, co powoduje mnóstwo zabawnych sytuacji. Ale nie tylko dialekt wyróżnia „ludzi północy”: żyją tu oni spokojniej, kultywując stare obyczaje i przyzwyczajenia. O dziwo, ten inny świat zaczyna podobać się Abramsowi aż za bardzo (co z rodziną?). Finał będzie jednak pogodny i sentymentalny.

Film ogląda się z przyjemnością, choć trudno pozbyć się wrażenia, że polski przekład nie jest w stanie oddać subtelności rozmówek francusko-ch’tiowskich. Można tylko zazdrościć widzom znającym francuski.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną