Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Film

Chaotyczna Anna

Z podświadomości 18-letniej dziewczyny.

Niedawno Francis Ford Coppola poległ w „Młodości stulatka”, mierząc się z tematem reinkarnacji, a oto znów pojawia się kolejna próba opowiedzenia bardzo podobnej historii. Tym razem przez Julio Medema, hiszpańskiego reżysera uznawanego za jednego z najbardziej oryginalnych twórców swego kraju. Medem debiutował kilkanaście lat temu arcyciekawym dramatem psychologicznym „Krowy”, opisującym poczynania ludzi z perspektywy zwierząt, niemych świadków ich tragicznych zmagań.

W „Chaotycznej Annie” koncept wydaje się równie wyszukany, chodzi mianowicie o drzemiące w podświadomości 18-letniej dziewczyny wspomnienia żywotów innych kobiet. Wychowywana na Ibizie nastolatka (Manuela Velles) trafia do artystycznej bohemy Madrytu, gdzie zakochuje się w tajemniczym Berberze (Nicolas Cazale), ożywiającym w niej tęsknotę za idealnym światem matriarchatu. Przeżywając swój pierwszy namiętny romans, poznaje też młodego hipnotyzera, wydobywającego z zakamarków jej pamięci głosy zmarłych przed wiekami dziewczyn. Wszystkie wspomnienia mają mitologiczne korzenie. Kobiety reprezentują rozmaite nacje i kultury, są strażniczkami domowego ogniska i depozytariuszkami tradycji oraz etnicznej ciągłości dawnych plemion (m.in. Indian i koczowniczych ludów Amazigh – wolnych ludzi, zwanych potocznie Berberami).

Brzmi to cokolwiek egzotycznie, a nawet pompatycznie, Medem nie popełnia jednak błędu Coppoli i nie opowiada tej bajkowej historii bez dystansu. A dzięki dopracowaniu strony wizualnej – mimo kiczowatych naleciałości – ogląda się ją z zainteresowaniem. Debiutująca na ekranie w roli wrażliwego medium Manuela Velles radzi sobie nieźle, a jej młodzieńcza uroda, eksponowana umiejętnie w kilku odważnych scenach, stanowi dodatkowy atut filmu.

 

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną