Recenzja filmu "Gustloff. Rejs ku śmierci", reż. Joseph Vilsmaier

Piekielny rejs
Niemcy jako ofiary wojny, którą sami rozpętali

"Gustloff. – rejs ku śmierci” jest sprawnie zrealizowanym telewizyjnym widowiskiem filmowym, przedstawiającym Niemców jako ofiary wojny, którą sami rozpętali. Chodzi o śmierć 9 tys. uciekinierów z dawnych Prus, próbujących 30 stycznia 1945 r. w dwudziestostopniowym mrozie przedostać się z Gdyni do Kilonii na pokładzie okrętu wojennego MS „Wilhelm Gustloff”. Zaledwie po kilkunastu godzinach, mniej więcej na wysokości Ustki, statek został trafiony trzema torpedami wystrzelonymi przez radziecką łódź podwodną S-13. Tragedię (największą w historii morskich katastrof) przeżyło niespełna 900 osób.

Trzymając się wiernie faktów reżyser Joseph Vilsmaier („Stalingrad”) nie tylko zrekonstruował przebieg piekielnego rejsu, ale też zbudował całkiem wciągającą fabułę, łączącą elementy sensacyjne (na pokładzie jest radziecki szpieg telegrafista), martyrologiczne (w szalupie podczas akcji ratunkowej rodzi się dziecko), polityczne (spór między fanatycznymi nazistami i żołnierzami-realistami) oraz melodramatyczne (romans kapitana statku z piękną uciekinierką z Kłajpedy). Trzygodzinny film ukazuje się na DVD z dodatkiem dokumentu opisującego kontekst historyczny wypędzeń.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną