Film

Harry Potter i Książę Półkrwi

Recenzja filmu: "Harry Potter i Książę Półkrwi", reż. David Yates

Przedostatnia część sagi

Przedostatnia część sagi o nastoletnim czarodzieju z Hogwartu przynosi miłe rozczarowanie. Rozwlekła narracja cyklu, dostosowana zwykle do poziomu widowiska dla milusińskich, nabiera w „Harrym Potterze i Księciu Półkrwi” Davida Yatesa wigoru, a kiedy trzeba, odpowiedniego dramatyzmu. Zachowania bohaterów wykazują wreszcie znamiona psychologicznych komplikacji, nie na tyle jednak, by prowokować do jakichś głębszych interpretacji. Dojrzewający Potter ma już w tej odsłonie prawie 17 lat.

Wie, że w rozgrywce z Voldemortem pełni kluczową rolę, i dowcipnie tę pewność siebie ogrywa. Szczególnie wobec zakochanych w nim dziewczyn. Więcej niż połowa filmu to sympatyczne i mało związane z głównym wątkiem mitologicznej walki ze złem uczniowskie podchody nastolatków odkrywających miłość, uczuciowe zawirowania, erotyzm. Rozsądna jak zwykle Hermiona (Emma Watson) zaczyna być dziwnie zazdrosna o flirt Harry’ego z silną i despotyczną Ginny Weasley (Bonnie Wright). Na Rona (Rupert Grint) rzuca czar rozkosznie słodka Lavender Brown (Jessie Cave) i to ich amory stanowią zdecydowanie najzabawniejszy fragment filmu. Reszta szkolnego towarzystwa również odważnie eksperymentuje z całowaniem, piciem kremowego piwa i puszy się w rywalizacji sportowej. Mimo że z młodziutkiej twarzy Daniela Radcliffe’a, grającego Harry’ego, nie znika charakterystyczny grymas naiwnego zdziwienia, czuje się w nim męską moc, co stanowi dobry zadatek do części ostatniej, gdzie młodzieniec w okrągłych okularach będzie musiał zmierzyć się z Sami-Wiecie-Kim.

Jeśli chodzi o magię, śmierciożerców, walki na zaklęcia i postępy w nauce mieszania eliksirów, wszystko to jest i wygląda nawet nieco mniej tandetnie niż w poprzednich odcinkach. Świetna, bo utrzymana w konwencji krwawego azjatyckiego horroru, jest sekwencja w jaskini, gdzie Harry z Dumbledorem próbują odnaleźć jednego z brakujących Horkruksów. W ogóle zdjęcia i efekty specjalne są mocnym punktem „Księcia Półkrwi”, trudno tylko rozstrzygnąć, czy jest to bardziej zasługa postępu technologicznego, czy wybitnych umiejętności operatorskich Bruno Delbonnela.

 

Polityka 30.2009 (2715) z dnia 25.07.2009; Kultura; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Harry Potter i Książę Półkrwi"
Reklama

Czytaj także

Historia

Hiroszima i Nagasaki – trauma Japonii

Ameryka przeczytała opis skutków zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę dopiero w rok po fakcie. Dla Japończyków to symbol narodowego męczeństwa. Wolą jednak nie rozpamiętywać, jaka droga zaprowadziła Japonię ku tragedii.

Adam Szostkiewicz
06.08.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną