Recenzja gry: „Everybody’s Gone to the Rapture”

Sztuka znikania
Godna uwagi fabuła, wykorzystująca unikalne właściwości interaktywnego medium.
materiały prasowe

Ludzie zniknęli. Najpewniej nagle – z popielniczek wciąż unosi się dym. Gdyby nie martwe ptaki i niepokojące anomalie świetlne w powietrzu, potwierdzające, że zaszło tu coś niezwykłego, niewielka osada na prowincji Anglii lat 80. – z kościółkiem, pubem i obserwatorium astronomicznym – wyglądałaby jak banał z pocztówki. Wymarła strefa kwarantanny w „Everybody’s Gone to the Rapture” przypomina swą niesamowitością Zonę z „Pikniku na skraju drogi” Strugackich. Od Tajemnicy ciekawsze jednak okaże się codzienne życie mieszkających tu ludzi, poznawane dzięki echom przeszłości – zdarzeniom, rozmowom za sprawą jakiejś tajemniczej mocy zastygłym w czasie i przywoływanym w obecności protagonisty. Refleksyjna nie-gra twórców z The Chinese Room to kolejna po ich przełomowej „Dear Esther” godna uwagi fabuła, wykorzystująca unikalne właściwości interaktywnego medium.

Everybody’s Gone to the Rapture, The Chinese Room, Sony, PlayStation 4

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną