Recenzja gry: „Tides of Tomorrow”
Ani scenariusz, ani dialogi w swej przygnębiającej naiwności nie pozwalają czerpać z gry większej satysfakcji.
Ani scenariusz, ani dialogi w swej przygnębiającej naiwności nie pozwalają czerpać z gry większej satysfakcji.
Akcja, eksploracja, rozwiązywanie zagadek są zręcznie wkomponowane w fabułę.
Dojrzała, świetnie napisana i wyreżyserowana opowieść o pożegnaniu z młodością.
Grając samotnie, otrzymujemy wsparcie od kompanów sterowanych przez komputer, co jest znośne, ale o wiele mniej zabawne.
28 lat po tragedii w Racoon City dochodzi do serii tajemniczych zgonów ocalałych z epidemii. Czyżby powrót wirusa?
Oczekiwania wobec nowej produkcji studia Pearl Abyss, znanego z popularnej gry sieciowej „Black Desert Online”, były monstrualne.
Smutne doświadczenie, momentami melancholijnie piękne za sprawą artystycznej wizji.
Jako samuraj dysponujemy większą siłą i odpornością, a jako ninja jesteśmy szybcy, zwinni, skuteczniejsi w walce na dystans. Sprawdza się to rewelacyjnie.
Dominuje niegrzeczny, punkowy czarny humor.
Autorskie podsumowanie 2025 r. na rynku gier.
Gra to klasyczny hack’n’slash w anturażu fantastycznym.
W grach z serii „Borderlands” zawsze chodzi o poszukiwanie na planecie Pandora krypty z potężnymi artefaktami technologicznymi ukrytymi dawno temu przez pradawną cywilizację.
Najnowsza z gier Techlandu o przetrwaniu w ruinach świata zdziesiątkowanego wirusem zmieniającym ludzi w przypominające zombie monstra to powrót do przeszłości.
Wartka gra akcji, w której protagonista stawia czoło niezliczonym monstrom.
Opowieść nie przykuwa do ekranu tak, jak pierwsze gry cyklu.
Udana i nowatorska kontynuacja opowieści Hideo Kojimy o kurierze Samie Porterze Bridgesie (znany z serialu „The Walking Dead” Norman Reedus), przemierzającym umierający świat przyszłości.
Jest dobrze, a będzie pewnie jeszcze lepiej.
Powstała gra przeciętna.
Oszałamiający debiut małego studia Sandfall Interactive.
Jako wysłannik imperatora badamy pogłoski o tajemniczej pladze.