Recenzja gry: „Call of Duty: Infinite Warfare, Call of Duty: Modern Warfare Remastered”

Tasiemiec z bonusem
Scenarzyści znów narzucają zawrotne tempo, nie zawracając sobie głowy ani stopniowaniem napięcia, ani rezygnacją z ostrych konturów na rzecz skali szarości.
materiały prasowe

Zjadający własny ogon wojenny tasiemiec w nadziei na drugie życie zawędrował w kosmos w grze „Call of Duty: Infinite Warfare” (3/6). W przyszłość, w której niektórzy kolonizatorzy Układu Słonecznego wszczynają krwawą rebelię. Walczymy z nimi na Ziemi i poza nią, w grawitacji zerowej lub niskiej, z karabinem w ręku lub jako pilot kosmicznego myśliwca. Gra jest efektowna niczym hollywoodzka superprodukcja i monotonna – scenarzyści znów narzucają zawrotne tempo, nie zawracając sobie głowy ani stopniowaniem napięcia, ani rezygnacją z ostrych konturów na rzecz skali szarości. Zdecydowanie lepsze wrażenie robi dołączony jako bonus, odnowiony wizualnie, pamiętny klasyk „Call of Duty 4: Modern Warfare” (5/6). Po dziewięciu latach znów wygląda rewelacyjnie, niczym dzisiejsze produkcje. I to głównie dla niego warto kupić ten zestaw.

Call of Duty: Infinite Warfare, Call of Duty: Modern Warfare Remastered, Infinity Ward, Windows, PlayStation 4, Xbox One

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną