Recenzja gry: „Horizon: Zero Dawn”

Malownicze safari
Fantazja i kunszt grafików sprawiły, że Aloy nierzadko odkłada łuk i zastyga na chwilę.
materiały prasowe

Stulecia po upadku cywilizacji niedobitki ludzkości żyją w plemionach, czczą Słońce i – jak przodkowie – walczą z maszynami za pomocą łuków, włóczni i pułapek. Zdolne do replikacji zwierzęcokształtne roboty, od zawsze groźne, stały się wyjątkowo agresywne. Młoda łowczyni Aloy, w którą się wcielamy, próbuje zrozumieć źródło zmian i odkryć tajemnicę zagłady pradawnego świata. Gra podtrzymuje tę ciekawość do końca, ale to niejedyny jej atut. „Horizon: Zero Dawn” to przede wszystkim zjawiskowo malownicze safari. Czy to plądrując labirynty podziemnych ruin, z nadzieją na znalezienie magicznych technologii, czy to polując w lesie na mechaniczne bestie, łatwo zapomnieć o azymucie. Fantazja i kunszt grafików sprawiły, że Aloy nierzadko odkłada łuk i zastyga na chwilę, zauroczona majestatem stalowej żyrafy kroczącej wśród traw lub feerią świateł hologramów antycznych komputerów.

Horizon: Zero Dawn, Guerrilla Games, Sony, PlayStation 4

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną