Recenzja gry: „Torment: Tides of Numenera”

Gra jak lektura
Gra do czytania.
materiały prasowe

Gdy studio inXile poprosiło graczy o zrzutkę na tę produkcję, miłośnicy gatunku RPG zareagowali z entuzjazmem – na konto wpłynęło ponadczterokrotnie więcej pieniędzy niż wymagane 900 tys. dol. Colin McComb i Brian Fargo obiecali przecież dzieło na miarę „Planescape: Torment” (1999 r.), według wielu najlepiej napisanej gry fabularnej w historii. „Napisanej” to słowo klucz. Pierwszy „Torment” był przede wszystkim grą do czytania, z gigantyczną liczbą dialogów, wyimków z ksiąg, pamiętników itd. „Torment: Tides of Numenera” to też głównie lektura i rozmowy. I egzotyka. W odległym w czasie i przestrzeni zakątku Wszechświata, na gruzach licznych cywilizacji, istota, której ciało wykorzystywał jako naczynie cudzy umysł, zaczyna życie na własny rachunek – i rusza tropem tego, za kogo latami ją brano. Miłej lektury!

Torment: Tides of Numenera, inXile Entertainment, Techland, Windows, Linux, PlayStation 4, Xbox One, OS X

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną