Gry

Sztampa i dreszcz

Recenzja gry: „Mass Effect: Andromeda”

materiały prasowe
Grę ratuje rozmach, piękno i egzotyka odwiedzanych planet, a także dreszcz ciekawości, co przyniesie kolejna przygoda.

Po domknięciu udanego tryptyku SF o przygodach komandor(a) Shepard(a) studio BioWare kontynuuje serię „Mass Effect” w nowych dekoracjach i z nowymi protagonistami. Statki kolonizacyjne wyruszyły do galaktyki Andromedy, po sześciu stuleciach kriogenicznego snu czas stawić czoło nowym problemom. Największym okazali się nie wrodzy kosmici i tajemnice potężnych technologicznych artefaktów wymarłych cywilizacji, ale wymóg utrzymania ciekawości odbiorcy przy dość swobodnej eksploracji sporego zakątka kosmosu. Sztampowy scenariusz i szablonowi bohaterowie nie pomagają, ale najbardziej irytują niektóre ich wypowiedzi – czasem tak chybione lub infantylne, że ta kosmiczna opera zdaje się raczej kosmiczną operetką czy też operą komiczną. Grę ratuje rozmach, piękno i egzotyka odwiedzanych planet, a także – mimo wszystko – dreszcz ciekawości, co przyniesie kolejna przygoda.

Mass Effect: Andromeda, BioWare, Electronic Arts, Windows, PlayStation 4, Xbox One

Polityka 15.2017 (3106) z dnia 11.04.2017; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Sztampa i dreszcz"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną