Recenzja gry: „Nier: Automata”

Senna fantazja
Amatorzy dzieł oryginalnych i odważnych powinni dać tej grze szansę.
materiały prasowe

W umysłach japońskich twórców gier wideo inne niż w naszych gnieżdżą się demony, inne im wróżki nucą kołysanki, inną miarą trzeba ich zamysły ważyć. Rzec zatem, że „Nier: Automata” opowiada historię dziewczęcego androida w koronkach i na obcasach, który w odległej przyszłości próbuje odbić dla swych twórców – ludzi – Ziemię z łap (chwytaków?) wrażych robocich kosmitów, to gorzej, niż nic nie rzec. Yoko Taro stworzył świat przedziwny i psychodeliczny niczym senna fantazja. Wyjątkowy obraz ujmuje w ramy równie oniryczna, przecudnej urody muzyka autorstwa Keiichi Okabe. Podobnie jak w przypadku poprzedniej gry tych panów „Nier” (2010 r.), oba nazwiska wypadałoby pisać na plakatach podobnej wielkości czcionką. „Nier: Automata” nie trafi w każde gusta, ale amatorzy dzieł oryginalnych i odważnych powinni dać tej grze szansę. Jak, powiedzmy, Witkacy i Huxley meskalinie – w celach poznawczych, dla nieznanych wrażeń.

Nier: Automata, PlatinumGames, Cenega, Windows, PlayStation 4

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną