Recenzja gry: „Fortnite”

Zgrywa ze zgrania
Obmyślając architekturę twierdzy, można poczuć się jak Kościuszko projektujący West Point. Mózg górą!
materiały prasowe

Na pierwszy rzut oka sztampa: świat po apokalipsie, garstka ocalałych, walczących o przetrwanie z tabunami zombie, upiorów etc. Na szczęście wszystko to w konwencji pastiszu i zgrywy, co podkreśla żartobliwa grafika. Aby przetrwać, trzeba zapewniać prowadzonej postaci rosnącą potęgę i lepszy ekwipunek. Znów banał, istnieje mrowie gier, w których największą frajdą jest orka w rolach trenera i zaopatrzeniowca. Ale właśnie dlatego, że błyskotliwie przełamali rutynę tej zgranej konwencji, twórcom „Fortnite” należą się brawa. Kluczowym etapem rozgrywki jest tu bowiem obrona fortecy lub kompleksu warowni zaprojektowanych i wzniesionych przez gracza, z wykorzystaniem arsenału pułapek i umocnień. Obmyślając architekturę twierdzy, można poczuć się jak Kościuszko projektujący West Point. Mózg górą!

Fortnite, Epic Games, People Can Fly, Cenega, Windows, PlayStation 4, Xbox One, macOS

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną