Gry

Zgrywa ze zgrania

Recenzja gry: „Fortnite”

materiały prasowe
Obmyślając architekturę twierdzy, można poczuć się jak Kościuszko projektujący West Point. Mózg górą!

Na pierwszy rzut oka sztampa: świat po apokalipsie, garstka ocalałych, walczących o przetrwanie z tabunami zombie, upiorów etc. Na szczęście wszystko to w konwencji pastiszu i zgrywy, co podkreśla żartobliwa grafika. Aby przetrwać, trzeba zapewniać prowadzonej postaci rosnącą potęgę i lepszy ekwipunek. Znów banał, istnieje mrowie gier, w których największą frajdą jest orka w rolach trenera i zaopatrzeniowca. Ale właśnie dlatego, że błyskotliwie przełamali rutynę tej zgranej konwencji, twórcom „Fortnite” należą się brawa. Kluczowym etapem rozgrywki jest tu bowiem obrona fortecy lub kompleksu warowni zaprojektowanych i wzniesionych przez gracza, z wykorzystaniem arsenału pułapek i umocnień. Obmyślając architekturę twierdzy, można poczuć się jak Kościuszko projektujący West Point. Mózg górą!

Fortnite, Epic Games, People Can Fly, Cenega, Windows, PlayStation 4, Xbox One, macOS

Polityka 48.2017 (3138) z dnia 28.11.2017; Afisz. Premiery; s. 75
Oryginalny tytuł tekstu: "Zgrywa ze zgrania"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną