Recenzja gry: „Kingdom Come: Deliverance”

Prawdziwe średniowiecze
Warto przymknąć oko na techniczne niedociągnięcia i czasem zbyt pospieszne fastrygi, bo gra z nawiązką to rekompensuje.
materiały prasowe

Istnieje mnóstwo gier fabularnych osadzonych w światach stylizowanych na baśniowe średniowiecze, w których rycerze na koniach są równie powszechni jak wiedźmy, magowie i smoki. „Kingdom Come: Deliverance” to również opowieść rycerska, ale bez baśniowych dodatków. Daniel Vávra – główny projektant m.in. pamiętnej „Mafii” (2002 r.) – postawił na możliwie jak największy realizm. Jest wiek XV, czas wojennej zawieruchy, która da synowi kowala szansę na karierę, ale droga do sukcesów nie będzie łatwa. „Kingdom Come: Deliverance” to gra stworzona przez utalentowanych pasjonatów, szalenie ambitna, ale z mocno jak na taki rozmach ograniczonym budżetem – i to widać. Warto jednak przymknąć oko na techniczne niedociągnięcia i czasem zbyt pospieszne fastrygi, bo gra z nawiązką to rekompensuje.

Kingdom Come: Deliverance, Warhorse Studios, CDP, Windows, PlayStation 4, Xbox One

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną