Recenzja gry: „We Happy Few”

Pigułka szczęścia
Oczekiwania były wielkie, „We Happy Few” zapowiadała się na ciekawy głos krytyki społecznej.
materiały prasowe

Rok 1964, Anglia w orwellowskiej odnodze historii. Bohater, przykładny cenzor, czyści w archiwum prasowym historię z artykułów niepożądanych. Historia generalnie jest passé, podobnie jak refleksje, a nade wszystko myśli ponure. Obowiązuje powszechna szczęśliwość, w czym pomaga regularne łykanie obowiązkowej pigułki. Gdy bohater zrezygnuje z codziennej dawki, odkryje, że świat naprawdę wygląda inaczej (za Lemem, patrz „Kongres futurologiczny”). Jako outsider, musi wciąż wiać i się kryć. Idea zacna, ale trochę zabrakło finezji w rozwinięciu, a proza walki o przetrwanie bywa nużąca. Co zaskakuje, największym atutem okazał się retrofuturystyczny wystrój w konwencji pastiszu. Poczta pneumatyczna, przedziwne, ni to nowoczesne, a jednak archaiczne mechanizmy – miło popatrzeć.

We Happy Few, Compulsion Games, GOG.com, Windows

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną