Recenzja gry: „Red Dead Redemption 2”

Żywy Dziki Zachód
Świat „Red Dead Redemption 2” – nakreślony z imponującym rozmachem, zaskakujący i piękny – żyje w swym własnym rytmie.
materiały prasowe

Nie było dotąd gry wideo tak skupionej na najmniejszych detalach, budujących u odbiorcy poczucie zanurzenia w funkcjonalnym, autonomicznym świecie, jak najnowszy przebój twórców bijącej rekordy popularności serii „Grand Theft Auto”, studia Rockstar. Dlatego w okolicach premiery „Red Dead Redemption 2”, ich najnowszej gry wideo – dyskutowano gorąco o jednym z takich szczegółów. Była nim kwestia kurczącej się na mrozie moszny, podciągającej marznące końskie jądra ku ciepłemu rumaczemu ciału. Może się to wydawać osobliwym przedmiotem ekscytacji. Jeszcze bardziej może dziwić jako kryterium jakości interaktywnego produktu kultury, a nawet przesłanka, że być może mamy oto do czynienia z dziełem epokowym. Prrr! Proszę wstrzymać się z szarżą ironicznych uwag. Jakkolwiek by to brzmiało, te emocje okazały się zasadne. Jest rok 1899, czas zmierzchu Dzikiego Zachodu. Jako Arthur Morgan, członek gangu Dutcha van der Lindego, bierzemy udział w wydarzeniach, które poprzedzały historię Johna Marstona, opowiedzianą w „Red Dead Redemption” (2010 r.). Świadomość, czym to się skończy, buduje dramaturgię od pierwszych scen z udziałem Marstona, tu jeszcze członka gangu Dutcha, mimo że jest postacią poboczną. 

Red Dead Redemption 2, Rockstar Games, Cenega, PlayStation 4, Xbox One

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj